exFight: Tunguska - SETH vs Shostey
Dodano:Dodał: SETH & shostey
SETH: Spotykamy się tutaj dzisiaj, by wyjaśnić pewne kwestie, które swego czasu mocno narobiły szumu w naszej redakcji. Mianowicie nasz redakcyjny kolega Shostey pozwolił sobie wystawić pewnej grze ocenę 10/10, co odbiło się różnymi atakami pod jego adresem, ostrą wymianą zdań na naszym forum, popisami krasomówczymi, co poniektórych ludzi ze społeczności exGames.pl, a w konsekwencji zmianami w systemie oceniania gier na naszym sajcie.
I to wszystko przez z pozoru niewinną przygodówkę "Tajne Akta: Tunguska". Jako, że ja osobiście nie zgadzałem się z oceną wystawioną tej produkcji przez Shosteya, postanowiłem zapoznać się dokładnie z tą grą, wynikiem czego były dwa długie posiedzenia przed komputerem z myszką w prawej dłoni.
Teraz, kiedy obydwoje mieliśmy okazję ją przejść w stu procentach, może się rozpocząć prawdziwa dyskusja na temat, czy Tunguska rzeczywiście zasługuję na tak wysoką ocenę.
Czy nadal Shost sądzisz, już po opadnięciu emocji związanych z atakiem na Twoją osobę i recenzowaną przez Ciebie grę, iż Tajne Akta nadal zasługują na tak dobrą ocenę, która jest bliska maksymalnego pułapu w naszej oceniaczce?
SHOSTEY: Jak najbardziej! Ocena maksymalna (10/10) wiązała się z naszym ówczesnym systemem oceniania: brak ocen cząstkowych czy chociażby połówek. Po zmianie owego zmieniłem również notę, która obecnie prezentuje się tak: 94/100. I tej oceny będę bronił do upadłego. Zresztą, czemu miałbym jej nie bronić. Przecież zrecenzowałem grę rzetelnie, zebrałem do kupy to, co MI się podobało oraz to, co MI się nie podobało i z zestawienia tych dwóch wyszła właśnie taka ocena. ?aden wydawca nie zapłacił mi za wystawienie tak wysokiej noty, inne recenzje, które wcześniej przeczytałem (i te oceniające grę słabo, i te oceniające ją tak wysoko jak ja) nie miały wpływu na moją ocenę. Nie wiem czemu każdy doszukuje się tu jakiegoś spisku i cały czas pyta czy aby na pewno oceniłem ją jak trzeba i czy czasem teraz nie chcę zmienić zdania. Nie wiem do czego to doprowadzi, ale jakby co to odpowiadam już teraz: Nigdy nie współpracowałem ze służbami bezpieki!
SETH: Żeby nie było niedomówień, nie oskarżam Cię o przyjęcie łapówki w postaci czterech paczek żelków, czy też nowego Maybacha za to, że wystawiłeś grze tak dobrą ocenę. Masz do tego prawo i to nie ulega żadnej wątpliwości.
Chciałbym tu, w naszej rozmowie, poruszyć kwestię tego, czy Tunguska naprawdę jest tak rewelacyjną przygodówką jak mówisz. Bo z moich obserwacji, po przejściu tejże gry wynika, że jednak Tajne Akta nie są aż tak rewelacyjne, jakby można to było sądzić.
Fakt, jest dobra, przyjemnie się w nią gra, ale moim zdaniem nie ustrzegła się kilku błędów, które w dalszej części Ci przedstawię, a co moim zdaniem troszkę dyskwalifikują ją z grona najlepszych przygodówek w historii. No, bo tak naprawdę, co ona ma w sobie takiego, czego nie mają inne tytuły tego gatunku? Czy można powiedzieć, że Tunguska ma w sobie jakieś innowacje, które stawiają ją o krok przed konkurencją? Wątpię.
Np. kwestia noszenia przy sobie przedmiotów. W tym aspekcie przecież nic się nie zmieniło. Główna bohaterka ładuje to swoich kieszeni bez dna chyba z dziesięć przedmiotów przeróżnej wielkości, począwszy od śrubek, a skończywszy na prawie półtorametrowej korze drzewa, zahaczając po drodze o przedmioty, które swoimi gabarytami nigdy nie zmieściłyby się w kieszeni spodni, szczególnie tak przylegających do ciała, jak ma to miejsce w przypadku Niny.
SHOSTEY: Przygodówki (point & click) to bardzo specyficzny gatunek. Rządzi się on swoimi własnymi prawami, dlatego nie czepiałbym się braku swoistej innowacyjności w Tungusce. Bo na dobrą sprawę żaden tytuł wywodzący się spod tego gatunku od lat nie wnosił nic innowacyjnego. Rozgrywka w wiekowych już produkcjach jak Secret of the Monkey Island, Day of the Tentacle, Sam & Max, Full Throttle, Jack Orlando czy Broken Sword polegała praktycznie na tym samym, co oferują dzisiejsze przygodówki (ze zmianą wizualizacji oczywiście), włączając w to Tajne Akta. Nie dzieje się tak bez powodu. Po prostu tego oczekują fani gatunku, do tego się przyzwyczaili i tego chcą się trzymać.
Co zatem stawia Tunguskę wyżej niż pozostałe produkcje? Perfekcyjne wykonanie! Wszystkie elementy może były już obecne we wcześniejszych przygodówkach jednak dla mnie Tunguska wnosi tutaj dużo świeżości. Bardzo ładna graficznie: obecność ruchomych elementów wspaniałego dwuwymiarowego tła, oraz równie dobre modele postaci w 3D i ich animacja. Dźwięk: idealnie dobrany do lokacji, tam gdzie nie powinno być muzyki to jej nie ma, są za to idealnie pasujące szumy fal, ćwierkające ptaki, podmuchy wiatru. Bardzo ciekawa i wciągająca fabuła częściowo oparta na faktach. Jest w niej tajemnica, trochę fantastyki oraz lekka nuta romansu i komedii. No i najważniejsze: to ja oceniałem tą grę. Ja, który grałem we wszystkie wymienione przeze mnie przygodówki, a i pozostałych najważniejszych dla gatunku pozycji nie ominąłem. I mi Tajne Akta spodobały się dużo bardziej niż wszystkie poprzednie produkcje. A wiele z nich zasługiwało na solidną 9tkę, dlatego też czułem, iż przygody Niny muszę jakoś na ich tle wyróżnić.
A kwestia noszenia przy sobie przedmiotów w ilości i gabarytach przekraczających ludzkie możliwości nie jest dla mnie argumentem, który powinien wpływać na zniżkę oceny. To również wymóg gatunku i to nie tylko tego, o którym rozmawiamy. Inwentarz to podstawowe narzędzie gracza w point & clikcach i nie wyobrażam sobie, aby dana postać nosiła przy sobie tylko to, co zmieściłaby osoba w prawdziwym świecie. Wiązałoby się to ze znacznym uproszczeniem podstawy gatunku - zagadek. Tak było we wcześniejszych przygodówkach, tak było i jest w Tomb Raiderach czy Maxie Paynie - ja nie uważam tego za minus.
SETH: Masz rację mówiąc, że przygodówki typu point & click rządzą się swoimi prawami i między innymi kieszeń bez dna jest tego idealnym przykładem. Jednakże w ko?cu ktoś mógłby pójść o krok dalej i wykombinować w tej kwestii coś rewolucyjnego, chociażby na przykład umownie wyposażyć głównego bohatera w sakiewkę na nieograniczoną ilość przedmiotów, która by była widoczna na ekranie
Szczerze mówiąc jak to wygląda w dzisiejszych czasach, kiedy półmetrowej długości przedmioty po prostu znikają w nicości. Najwyższa pora to zmienić.
Idealnym przykładem na to, że przygodówka nie musi być oparta na schematach jest Fahrenheit, którą swego czasu recenzowałem w wersji na PC. To już jednak temat na zupełnie inną dyskusję.
Co do kwestii oprawy graficznej, to nie uważam, żeby było ona aż nazbyt porywająca. Faktem jest, że lokacje wyglądają naprawdę przyzwoicie, powiedziałbym nawet, że czasami wręcz ślicznie, ale i tutaj nie ma zbytniej rewelacji. To wszystko już było wcześniej, nawet w wiekowym Final Fantasy 7 można było zauważyć animacje tła. Poza tym taki szkopuł jak nie zostawianie śladów podeszwy butów przez bohaterkę na śniegu nie przystoi tego typu produkcji.
Zauważ także, że wypowiadane przez postaci w grze kwestie nie są prawie w ogóle zsynchronizowane z ruchami ich warg. Jak dla mnie jest to niedopuszczalne. W końcu gra ta nie kosztuje 30 złotych, lecz prawie 3 razy więcej. No i Ci nieszczęśni aktorzy podkładający głosy w grze. Raz jedna linijka czytana jest z przejęciem, by po chwili kolejna została wypowiedziana tonem znudzonym. I to w tym samym dialogu, dotycząca tej samej kwestii.
Po drugiej stronie bieguna stoi udźwiękowienie otoczenia. Tak jak napisałeś jest rewelacyjne i tworzy niepowtarzalny klimat. A tu jakiś pies zaszczeka w oddali, samolot przeleci itp. Wszystko jest tak naturalnie zgrane, że aż mnie czasami ciarki przeszły po plecach. Bez dwóch zdań rewelacja.
Co do kwintesencji każdej przygodówki, czyli zagadek występujących w Tajnych Aktach. Co o nich sądzisz?
SHOSTEY: Jasne, że twórcy przygodówek mogliby zrobić coś rewolucyjnego w kwestii inwentarza, ale nie mnie im o tym mówić. Tobie to np. przeszkadza, mi kompletnie nie. Tak podchodząc do sprawy mógłbym odjąć grze punkty dlatego, że nie ma w niej interaktywnych pojazdów - bo nie ma, a moim zdaniem fajnie by było, wręcz rewolucyjnie, gdyby jednak były. Ja oceniałem Tunguskę taką jaką jest i porównywałem ją z tym, co już było, a nie z tym co mogłoby być czy będzie w przyszłości. Polemika na temat "co by było gdyby" czy "co mogłoby być" jest naprawdę niebezpieczna, gdyż rozwodzić można się tak nieskończenie długo, a rozsądnego wniosku i tak wydobyć się nie da.
Podobnie z graficzną stroną Tajnych Akt. Mnie zachwyciło to, co widziałem bo takiej jakości wizualizacji nie było we wcześniejszych przygodówkach. Nie obchodzi mnie, że ruchome animacje tła były w FF VII czy w może jeszcze w innych tytułach niewywodzących się spod tego gatunki. Ja trzymałem się określonego kanonu gier i nie wykraczałem poza niego podczas oceniania gry. A tym co zachwyca najbardziej jest wręcz pedantyczna dbałość o szczegóły. Zwróć uwagę, iż w lokacjach jest od groma elementów, które można by tak naprawdę pominąć: to jakiś kawałek gazety wala się po ulicach, to plakat wisi na ścianie, to rysa na oknie... i tak wymieniać można bez końca. Dla mnie rewelacja.
Co do braku synchronizacji kwestii mówionych z ruchem warg... Dziwne, bo ja nie zauważyłem podobnego problemu, pomimo, że przed chwilą specjalnie włączyłem grę ponownie, aby to wybadać.
Przechodząc do tych, jak to nazwałeś "nieszczęsnych aktorów" podkładających głos pod postaci w grze, napisać muszę ja bym się tego tak nie czepiał. Przygodówki to gry, w których podczas rozmów możemy samemu wybierać jej temat i często wiąże się to z dygresjami. Dlatego wiadomo, że mówiąc o wkurzonym robotniku, a zaraz potem o gazecie, akcent i emocje wypowiedzi będą już inne. Ale w jednej kwestii nie spotkałem się z tak nagłą zmianą, o jakiej Ty piszesz. Wielkim plusem jest dla mnie to, co Ty również zauważyłeś. Mianowicie różność tonu i emocji wypowiedzi - chociażby z tego względu, iż aktorzy potrafili czytać kwestię z uczuciem należy im się pochwała.
Ogólnie wydaje mi się, iż podszedłeś go gry zbyt sceptycznie. Krytykowałeś ją i moją ocenę na długo zanim zdążyłeś się z Tunguską zapoznać. Przez to chyba trochę na siłę próbujesz szukać w niej wad i problemów, które dla gracza nie są istotne.
Co to zagadek to są one wspaniale skonstruowane. Zachwyciło mnie to, że autorzy potrafili stworzyć zagadki, nad którymi naprawdę trzeba łamać sobie głowę, a jednocześnie uniknęli sytuacji, w której gracz popada w frustrację z powodu problemów z ich rozwiązaniem. Wyjątkiem może być jedynie etap w Irlandzkim zamczysku, który nawet mnie doprowadzał do bólu głowy. No i do tego dochodzi wspaniale sprawdzający się system pomocy.
Początkowo wielki boom jaki towarzyszył wystawieniu przeze mnie takiej, a nie innej oceny, sprawił, iż zacząłem się zastanawiać czy może faktycznie to ja jestem nienormalny, a twierdzenia pozostałych są słuszne. Na dziej dzisiejszy, ku mojej wielkiej uciesze, znalazłem jednak sporo ludzi, którzy zgadzają się z moją opinią na temat Tajnych Akt. Najlepszym przykładem są recenzenci z CD-Action (numer 12/2006), którzy również twierdzą, iż Tunguska zasługuje na maksymalna notę. To dzięki nim przekonałem się, iż jestem zdrowy na umyśle i zdania na temat gry nie zmienię do śmierci.
- Reguły
- Zakaz używania słów powszechnie uznawanych jako wulgarne i obrażające innych.
- Redakcja serwisu nie bierze odpowiedzialności za treści pisane przez użytkowników.
- Nie możesz pisac komentarzy jako gość. Zaloguj się albo Załóż nowe konto
Twoje konto
Tajne Akta: Tunguska
- Wydawca:
- Cenega Poland
- Producent:
- Fusionsphere Systems
- Gatunek:
- Przygodowa
- Premiera:
- nieznana
- Platforma:

- Odsłon:
- 353
W kolekcji: 0
Na liście życzeń: 0

