Dodano:Dodał: SETH
Nie zastanawialiście się Drodzy Czytelnicy, ile może kosztować kura znosząca złote jajka? Grono z Was odpowie zapewne, że nie ma takich pieniędzy, które zrekompensowałyby aż tak drogocenną rzecz, jaką jest przysłowiowy tu drób. A jednak są i to nawet w konkretnej postaci - 375 milionów zielonych, które wyłożył gigant z Redmont, podkupując Nintendo zespół deweloperski Rare, odpowiedzialny za takie hity jak Banjo-Kazooie, Perfect Dark, Golden Eye, czy Conker Bad Fur Day. Wszystkie one znacznie powiększyły konta bankowe nie tylko Rare, ale też i samemu Nintendo, którego konsola N64 kojarzyna była i jest nie tylko z braćmi Mario, ale też (a może i przede wszystkim) z bohaterami złotego R.
Nic więc dziwnego, że Microsoft nabywając tak znany zespół (jakim jest Rare), musi oczekiwać od niego jedynie hitowych gier na swoją nową konsolę - Xbox 360. Szczególnie jeśli jeden z nich staje się tytułem startowym, promującym nowy sprzęt i swoimi cechami zachęcający do wydania tych prawie dwóch tysięcy złotych za sprzęt nowej generacji do gier wideo. Mowa tu o Kameo: Elements of Power, tytule który pierwotnie miał się ukazać na konsoli od Wielkiego N, lecz w wyniku zaskakującej umowy, wydany na Zielonej Konsoli.
Kameo: Elements of Power to bajkowa opowieść przedstawiona w formie platformówki z elementami przygodowymi i uproszczonym mechanizmem rozwoju postaci. Tytułowa Kameo, córka rodziny królewskiej Magicznego Królestwa, musi uwolnić z rąk zdradzieckiej siostry i wrogiego króla troli - Thorna, swoich najbliższych. W tym celu przyjdzie jej przemierzyć sąsiednie krainy w poszukiwaniu nie tylko członków rodziny, ale też i dziesięciu wojowników wykorzystujących Elementy Mocy, bez pomocy których się nie obędziemy.
Tym co wyróżnia ten tytuł od innych podobnych mu gatunkowo, których czynności opierają się na eksploracji świata, walkach z przeciwnikami, zbieraniu monet i tym podobne, to możliwość wcielenia się w rolę wcześniej przejętego Wojownika Mocy, a następnie wykorzystanie ich charakterystycznych mocy w walce lub kluczowych momentach gry. Dostęp do poszczególnych Wojowników otrzymujemy po odbiciu ich z rąk złych Cieni, a następnie ich zaabsorbowaniu. Pozwoli to potem na przeistoczenie się w którąś z postaci (np. troślina z rękawicami bokserskimi, pancernik, yeti, smok ) w dowolnym momencie gry, przez co uzyskamy dostęp do ich specjalnych umiejętności.
Przykładowo smok potrafi nie tylko zionąć ogniem na bliskie odległości, ale też i strzelać kulami ognia, co okazuje się w niektórych miejscach konieczne by przejść dalej (zapalanie wysoko umiejscowionych pochodni, które uaktywniają mechanizmy otwierające właz). Pancernik zaś ma umiejętność zwinięcia się w kulę i w takiej postaci przemierzać krainy. Jednak jego głównym atutem jest wystrzeliwanie się z miejsca z ogromną prędkością, niczym kula wprawiona w ruch na pinball�owym stole, dzięki czemu możliwe jest dotarcie do niedostępnych dla zwykłej Kameo platform. Z kolei Yeti potrafi wspinać się po płaskich ścianach pokrytych lodem, a nawet ostrzeliwać wroga w trybie celowania soplami lodu.
Jako, że pod koniec gry do dyspozycji będziemy mieli aż dziesięciu pomocników, możecie sobie wyobrazić jak potężną mocą będziecie dysponować. Szczególnie jeśli pod uwagę weźmie się fakt, że każdego z naszych Wojowników można upgrade�ować o dodatkowe umiejętności. Przykładowo wspomniany wcześniej smok, po dodaniu mu kilku umiejętności (maksymalnie 4 dodatkowe) potrafił będzie zioniąć ogniem o wiele dłużej niż do tej pory. Zaś pancernik wyposażony zostanie w kolce, które staną się śmiertelną pułapką dla przewalcowanego przez nas trola. Za to ostatni z Elementarnych Wojowników to już prawdziwy wymiatacz - z wyglądu niepozorna mrówka, która po całkowitym wykupieniu specjalnych umiejętności, sieje wśród wrogów pożogę i zniszczenie.
Dzięki tej ciekawej innowacji, przeistaczania się głównej bohaterki w inne postaci, gra staje się o wiele ciekawsza i wymusza na Graczu konieczność opracowywania strategii dla konkretnych przeciwników i miejscówek. Czy lepiej napotkanego trola wyboksować rośliną na amen, czy wykorzystując siłę Yeti chwycić go w łapska i okładać nim innych wrogów? A może po prostu spalić nieszczęśnika ogniem? Możliwości jest wiele, niekiedy bardziej, a kiedy indziej mnie efektywnych. Zawsze jednak dość interesujących i kładących nacisk na inwencję ze strony Gracza.
Produkcja Rare to nie tylko walka, ale też i przemierzanie różnorodnych krain, począwszy od zielonych, obfitujących w różnorodną roślinność dolin, przez skute lodem i przykryte śniegiem tereny, aż po podwodny świat i zamczysko złego Thorna. W każdej z nich znajdziemy rdzennych mieszkańców, zajętych zazwyczaj swoimi sprawami, ale niekiedy też chętnych do rozmowy i proszących nas o wykonanie jakiejś drobnej czynności, za którą dostaniemy przydatną w dalszej podróży nagrodę (zazwyczaj są to owoce, które wymieniane są na umiejętności dla naszych Wojowników). Do oddalonych od siebie miejscówek docieramy na podarowanym nam przez mieszkańców koniu, co jest ciekawym przerywnikiem od ciągłego biegania na własnych nogach. Tym bardziej, że w takich momentach napotykamy zazwyczaj na naprawdę liczne oddziały wroga, które tratujemy naszym dzielnym rumakiem.
Kupując niedawno tą grę zastanawiałem się jaki poziom graficzny będzie ona sobą reprezentować. W końcu ta gra została wyprodukowana rocznikowo już dwa lata temu (2005 rok), będąc tytułem startowym dla konsoli Xbox 360. Obawiałem się, że Kameo: Elements of Power w stosunku do podobnych pozycji na inne platformy bronić się będzie przede wszystkim jedynie podbitą rozdzielczością. No i broni się nią, na szczęście nie tylko. Ten tytuł jest po prostu bajecznie kolorowy, niekiedy aż nazbyt, lecz w żadnym wypadku nie psuje to jego wizerunku. Faktem jest, że niektóre tekstury nie są aż nazbyt szczegółowe, lecz podczas normalnej rozgrywki nie zwraca się zupełnie na to uwagi, mając przed oczami bogactwo świata stworzonego przez Rare. Kiedy pierwszy raz ujrzałem Magiczne Królestwo, tę falującą pod wpływem wiatru soczystozieloną trawę, kwiaty mieniące się feerią barw, błekitne niebo, kolorowe, ciekawe architektoniczne budynki, sympatycznych mieszkańców zajmujących się swoimi sprawami (uprawiający ogródki, ćwiczący sztuki walki itp.), to jęknąłem jedynie "cudo".
To trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy. Każda z krain naprawdę ślicznie się prezentuje, ciesząc oczy bogactwem elementów oraz zastosowanymi efektami graficznymi (bump mapping, zmiany pory dnia i nocy). Wspinając się po lodowej ścianie zostawiamy na niej ślady od wbitych w nią sopli lodu, a przechadzając się smokiem po śniegu zostawia on rozrzażone ślady stóp na podłożu. Na dodatek każda z postaci, czy to ta pierwszoplanowa, czy też poboczna, animowana jest wprost perfekcyjnie.
Na słowa uznania zasługuje również oprawa dźwiękowa, a szczególnie muzyka, która grana jest przez zawodową orkiestrę z Pragi, a które kompozycje w niektórych momentach przyprawiają o gęsią skórkę na plecach. Nieważne, czy jesteśmy w trakcie walki z bossem (niektórzy z nich są naprawdę gigantyczni, a inni wzbudzają podziw swoim wykonaniem), czy też przemierzamy sobie spokojnie okolicę - utwory są tak samo interesujące. Natomiast główny motyw muzyczny nadal sobie od czasu do czasu nucę przy różnych okazjach.
Efekty dźwiękowe również stoją na wysokim poziomie. Odgłosy stąpania, ryk troli, pluski wody i innego tego typu odgłosy wykonane są bardzo dobrze. Odgłosy lektorów idealnie pasują do granych przez nie postaci, nawet pomimo tego, że dialogi są czasami strasznie infantylne.
Do czego by się tu przyczepić? Przecież nie może być tak, że Kameo: Elements of Power jest grą pozbawioną wad. Przede wszystkim brakuje w niej jakichś ciekawych wątków pobocznych, questów, które sprawiłbyby, że grę chciałoby się przejść ponownie, po skończeniu głównego trybu. Owszem, są zadania zlecane nam przez mieszkańców poszczególnych krain, ale po pierwsze nie są one zbytnio zajmujące, a po drugie jest ich jak na lekarstwo. A dążenie do zebrania wszystkich owoców zalatuje nudą. Pozostaje jeszcze tryb współpracy dwóch graczy, lecz nie daje on takiej samej satysfakcji jak przechodzenie ze znajomymi np. Gears of War.
Tak, czy inaczej przy Kameo: Elements of Power spędziłem naprawdę miłe chwile. Jeśli tylko ktoś lubi ten typ rozrywki, która cechuje się przede wszystkim odprężeniem dla umysłu, to szczerze polecam produkcję Rare. Tym bardziej, że na różnych aukcjach internetowych przygody Kameo oferowane są po naprawdę przystępnej cenie.
SETH
Nasza ocena
- 7.9
- 9.0
- 9.0
- 9.2
- 8.1
Ocena ogólna
Grafika
Dźwięk
Grywalność
Żywotność
Ocena ogólna
- Reguły
- Zakaz używania słów powszechnie uznawanych jako wulgarne i obrażające innych.
- Redakcja serwisu nie bierze odpowiedzialności za treści pisane przez użytkowników.
- Nie możesz pisac komentarzy jako gość. Zaloguj się albo Załóż nowe konto
Twoje konto
Kameo: Elements of Power
- Wydawca:
- Microsoft
- Producent:
- Rare
- Gatunek:
- Zręcznosciowa
- Premiera:
- nieznana
- Platforma:

- Odsłon:
- 481
W kolekcji: 0
Na liście życzeń: 0

