Dodano:Dodał: SETH
Data 17 listopada 2006 roku miała przejść do historii. W tym dniu swoją europejską premierę miał mieć największy killer w dotychczasowej historii gier na konsole nowej generacji, przedstawiciel reprezentujący prawdziwy power Xboxa 360. Gears of War bo o nim mowa, miał być kartą przetargową w wojnie pomiędzy najmłodszymi dziećmi Sony i Microsoftu. Czy GoW można naprawdę bez skrupułów nazwać System-Sellerem?
Takie myśli nachodziły mnie, kiedy trzymając w dłoni odliczoną kwotę 250 złotych, odwiedziłem dzień po premierze pewien duży sklep dla �ludzi myślących inaczej�. Przeszukawszy półki z grami na Trzystasześcdziesiątkę i nie znalawszy niczego, co by na okładce miało cokolwiek wspólnego z Gears of War, postanowiłem prosić o pomoc w poszukiwaniach kogoś z obsługi. Pan-od-gier wstukał coś do komputera, ten wyświetlił coś na ekranie, a następnie do moich uszu dotarły w matrixowym tempie słowa "nie mamy już żadnej sztuki na stanie, następna dostawa za 3 dni". Super, pomyślałem i odszedłem niezbyt pocieszony w stronę zachodzącego Słońca. Na szczęście kilkanaście minut później, w tym samym centrum handlowym natrafiłem w innym sklepie specjalizującym się w prasie, płytkach i grach, na ostatnie dwie sztuki mojego Skarbu. Dołożyłem dziesiątaka i już mogłem wycedzić przez zęby: Maaaaj precioołssssss!.
Potem już tylko było turlanie się dolnej szczęki po podłodze, cykliczne zmiany pieluch, nieartykułowane okrzyki podniecenia i niepohamowane odruchy przy każdej próbie odciągnięcia mnie od konsoli z Gears of War. Tak, to co właśnie przeczytaliście to zajawka przed tym co Was czeka w dalszej części tekstu.
W opisywanym tytule stworzonym przez Epic Games wcielamy się w postać Marcusa Fenixa, który skazany został na lata więzienia po akcie niesubordynacji na polu walki. Ogłoszony przez dowództwo zdrajcą za to, że nie posłuchał rozkazów i próbował ratować własnego ojca, zostaje odbity po kilkunastu latach z celi przez swojego dawnego towarzysza broni i przyjaciela Dominica Santiago. Oczywiście ten akt łaski nie był bezinteresowny, bowiem armii potrzebna jest każda para rąk zdolna wycelować we wrogich Locustów i rozprawić się z nimi bez mrugnięcia okiem. Od tego momentu czekają nas cztery akty, podzielone na conajmniej sześć rozdziałów każdy, wypełnione aż do granic możliwości wartką akcją, tysiącami zużytych magazynków do broni, hektolitrami wylanej krwi oraz nieoczekiwanych zwrotów w fabule.
Widok na teren walk mamy z perspektywy trzeciej osoby, czyli kamera przez cały czas znajduje się za plecami naszego herosa. Natomiast w trybie prezyzyjnego celowania przenosi się ona kilka centymetrów nad ramieniem Marcusa, dając idealny przegląd pola walki oraz zbliżenie na poorane bliznami policzki naszego twardziela. Moim zdaniem jest to wprost idealne rozwiązanie dla tego typu gier szczególnie, że Gears of War nie należy do gatunku �idź-strzelaj-i-zapomnij-o-wszystkim�. Tutaj każda szarża w kierunku wroga kończy się prędzej, czy później niehybną śmiercią, bez względu na to jakimi mistrzami w grach tego pokroju się uważamy.
Tryby wojny wymagają opanowania, cierpliwości i prezyzji w podejmowanych decyzjach. By pokonać wroga należy chować się za przeszkodami, ostrożnie dozować wypruwane z niesamowitą szybkością z karabinów pociski i co najważniejsze - mieć idealny przegląd pola na którym odbywają się działania wojenne. By to wszystko idealnie ze sobą współgrało twórcy powinni byli stworzyć mocno intuicyjne sterowania. I nawet im się to udało, choć też nie do końca. Przede wszystkim głównym przyciskiem funkcyjnym w grze jest zielony button A. To on odpowiada za to, czy Marcus będzie poruszał się w sprinterskim tempie, przylepi się do ściany, wyskoczy na wprost niczym zawodowa żaba, czy przeturla się od jednej osłony do drugiej. Przez 95% czasu gry sprawdza się to znakomicie, lecz te niefortunne pięć procent może doprowadzić człowieka do szału, kiedy to zamiast przeskoczyć jakiś murek Marc przylepia się do niej jeszcze raz, lub też z opóźnieniem rozpoczyna on swój szaleńczy bieg do przodu. Niestety w pewnych sytuacjach oznacza to śmierć naszego bohatera i kolejne próby przejścia tego samego etapu, który jak na złość do przyjemnie łatwych nie należy.
Wracając jeszcze do sterowania. Zakres ruchów Fenixa jest naprawdę spory. Jak już wspomniałem potrafi �przylepić� się do jakiegoś murku, z którego może prowadzić ostrzał na różne sposoby. Albo w trybie precyzyjnym celować do wroga z nad murku, z boku lewego, lub prawego, będąc w tym czasie narażonym na nadlatujące w naszym kierunku pociski wroga, albo też nie wychylając głowy z nad przeszkody ostrzeliwać Locustów na oślep. Jeśli myślicie, że ten drugi sposób to idealny sposób na bezsensowne pozbycie się zapasów w magazynku, to się mylicie, bowiem czasami jest to nieodzowny akt, by obronić się przed szarżującym w naszą stronę wrogiem.
Jeśli już przy arsenale zbrojnym jesteśmy, to pozwolicie, że go pokrótce opiszę. Marcus może nosić ze sobą 4 sztuki różnego uzbrojenia. Jeden slot zarezerwowany jest na granaty, drugi na broń krótką (pistolety, rewolwery), a trzeci i czwarty na pozostałe rodzaje pukawek siejących śmierć i zniszczenie. Do tych ostatnich należą karabin strzelający krótkimi seriami, broń automatyczna z wbudowaną piłą masakrującą Locustów w nad wyraz masakryczny sposób, snajperka, shotgun, kuszopodobna pukawka wyrzucająca z siebie pociski z ładunkami wybuchowymi, wyrzutnik bomb, oraz �Młot� naprowadzający swoim laserem działko znajdujące się na orbicie planety. Ta ostatnia broń wykorzystywana jest tylko w kilku miejscach podczas gry, ale potrafi dać czadu.
Każda z nich jest idealnie wyważona, chociaż przez większą część rozgrywki korzystać będziemy z karabinku w wbudowanym chainsawem. Po prostu jest on idealny zarówno na dalsze, jak i te krótsze odległości. A ci którzy raz poczują smak przecinanych wzdłuż pionowej osi wrogów, bryzgającej na wszystkie strony krwi, wrzasku Locustów i wydobywających się z nich wnętrzności, już przez całą grę będą dążyli do tego, by wykorzystać tą zabójczą piłę jeszcze kilka razy. Nie jest jednak powiedziane, że to się uda, bowiem wroga rasa do głupich nie należy i zazwyczaj to naszą śmiercią, a nie ich skończą się podchody mające na celu przepołowienie delikwenta.
To trzeba przyznać. Armia Locustów do łatwych nie należy. To nie mięso armatnie znane z innych tego typu produkcji, gdzie wystarczą dwa strzały i wrogia banda leży poskładana na ziemi. W Gears of War na każdego osobnika poświęcić musimy okrągłą ilość naboi, zanim ten z łaski swojej pójdzie w końcu do piachu. I nie tylko w wytrzymałości na pociski leży ich siła, lecz przede wszystkim w ich inteligencji. Atakując nasz oddział nie biegną oni wprost na nas, lecz chowają się za nierównościami terenu, ostrzeliwują zza węgła, rzucają na nasze aktualne pozycje granaty i co najlepsze - zaatakować od tyłu. Do teraz nie mogę zapomnieć jak skupiwszy się na jednym z wrogów i prowadząc z nim zaciekłą wymianę ognia ni stąd ni zowąd za moje plecy podbiegł jeden z �podopiecznych� generała RAAMa (główny boss) i przejechał swoją piłą wzdłuż mojego ciałą niczym nóż po maśle. I nie była to żadna skryptowana akcja, lecz najprawdziwsze AI wrogów.
Przy okazji - od razu zachęcam by swoją pierwszą przygodę z Gears of War rozpocząć od poziomu Hardcore, a nie Casual. Po pierwsze, czas gry się znacznie wydłuży, a po drugie - nie ma to jak męczyć się z ostatnim madafaką przez dwie i pół godziny, zanim w końcu wyzionie ducha. O Insane nie wspominam, bo tam to niekiedy jest ostra przesada, szczególnie na poziomach z wybuchającymi �krzykaczami�, do których podchodził nie kilka, lecz kilkanaście razy. Z resztą po przejściu całej gry najpierw na Hardcore, a potem na Insane i odpaleniu ostatniego poziomu na najniższym stopniu trudności, przeszedłem go ziewiając bez najmniejszego problemu za pierwszym razem. Wnioski wyciągnijcie sami.
Wracając do Locustów. W czasie całej gry spotkamy ich kilka rodzajów, począwszy od typowych popleczników, przechodząc do wyspecjalizowanych Snajperów, Sentinelów wkurzających swoją precyzją w posługiwaniu się wybuchowymi kuszami, głupich i potężnych Boomerów z ich głupkowatymi odzywkami (�Booom! hehehehe�) i siejącymi spustoszenie wyrzutniami bomb, a kończąc na subbosach - ślepego Berserkera potrafiącego jednym paluszkiem rozwalić pół domu, czy pająkopodobnego stwora zmiatającego swymi odnóżami wszystko co znajdzie się w zasięgu. Nie mogę nie wspomnieć o masakrycznie hardcorowych na Insane �krzykaczach�, którzy atakują hordami, są ultra szybkie, a po zabiciu wybuchają rozprzestrzeniając na bliską odległość ładunki wybuchowe. Wyobraźcie sobie taką sytuację - niezbyt wielkie pomieszczenie, w którym z trzech stron atakują Cię te głupie stwory, a Ty nie dość, że musisz dość precyzyjnie w nich wycelować, to jeszcze martwić się o swoje plecy, a także o to, by jeden z zabitych osobników nie zabrał Cię ze sobą w czarną otchłań bezżycia. Frustracja gracza, nieartykułowane okrzyki, i wyżywanie się na najbliższym otoczeniu gwarantowane.
Na szczęście przez prawie całą grę towarzyszyć nam będzie któryś z kompanów, zazwyczaj Dominic, a czasami także reszta drużyny - cwaniaczkowaty Baird i zaczepiście umięśniony Cole. W kilku sytuacjach przyjdzie nam wybierać ścieżkę, po której przyjdzie nam się poruszać. Wtedy na alternatywną trasę wysłany zostanie drugi z zespołów, a ich ścieżki będą przeplatać się z naszymi, raz nas wspomagając, a raz prosząc o naszą pomoc. Dzięki temu gra zyskuje mocno na klimacie szczególnie, iż każdy z naszych żołnierzy ma swój własny niepowtarzalny charakter i od czasu do czasu rzuci tekstem, po którym leżymy ze śmiechu na podłodze, albo też siarczyście zaklnie pod adresem agresorów.
Sama rozgrywka to natomiast nie tylko parcie do przodu, lecz poszukiwania odpowiedniej drogi do celu, ochranianie współtowarzyszy, obrona strategicznych miejsc, a nawet przejażdżka po opuszczonej autostradzie i mieście pancernym pojazdem. No i ten klimat ciągłej wojny, niepewności co będzie jutro, a także zaszczucia i w pewnych momentach totalnej bezradności. A wszystko to w rewelacyjnej oprawie graficznej.
Popatrzcie tylko na samą postać Marcusa Fenixa. Dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, zaanimowana wprost perfekcyjnie, realna aż do bólu. Blizny na twarzy naszego bohatera robią pionurujące wrażenie. To nie jest jakiś ślicznusi Van Damm, to po prostu żołnierz z krwi i kości, na której facjacie wypisana jest niemal cała historia, którą doświadczył w latach poprzedzających wydarzenia rozgrywające się w Gears of War. Do tego dochodzi wprost ociekająca detalami sylwetka Fenixa. Widać każdy szczegół jego zbroi, na plecach nosi wspaniale oddane wizerunki broni, a do pasa przypięty ma lekki arsenał, który zebraliśmy podczas gry. Kiedy zmieniamy broń, Marc odkłada na plecy tą którą przed chwilą używał i zabiera z nich drugą. Niesamowity detal. W dodatku pukawki owe nie są przymocowane na stałe do tych pleców niczym na super glue, lecz podczas biegu widać jak na przykład dyndają przyczepione do paska granaty. Awesome!
A może ktoś jest chętny na wielokrotny orgazm? Nic trudnego. Wystarczy odpalić Gears of War i popatrzeć na scenerie po których przychodzi poruszać się naszym Gearsom. Zniszczone wojną miasta, opuszczone budynki, tereny nad brzegiem rzeki z majestatycznie falującą wodą, niebezpieczne kopalnie, tajemnicze fabryki, palmiarnie, wagony pociągu, place handlowe... Dodatkowo akcja gry rozgrywa się zarówno w dzień, pod wieczór jak i w nocy. Coś niesamowitego! Rozmachem architektonicznym oprawa Gears of War bije wszystko to, co do tej pory mogliśmy widzieć. Naprawdę trudno to opisać, to po prostu trzeba zobaczyć. I to nawet nie na statycznych obrazkach w wysokiej rozdziałce, lecz w ruchu! Że, co? Nie masz xboxa 360? Nie masz na niego kasy? Żadna wymówka - druga praca na dwie zmiany, sprzedaż siostry na Allegro, nerka też pójdzie za dobrą cenę. To trzeba zobaczyć - koniec i kropka!
Tryby wojny pod względem grafiki wyznaczają nową jakość, której trudno będzie dorównać innym grom. I to nie tylko pod względem samych technikaliów, które oferuje nowy silnik Unreal Engine 3. Lecz przede wszystkim ma tu znaczenie aspekt artystyczny, te wszystkie freski wyrzeźbione na budynkach, strzeliste i bogato ozdobione kolumny... A jak komuś mało to niech zobaczy poziom w lesie, gdzie przyjdzie nam przemierzać teren w strugach padającego deszczu. Panowie z Epic Games - biję Wam pokłony.
Szkoda tylko, że w całym tym przepychu graficznym nie zaimplementowano otoczenia, które pozwoliłoby nam na swobodną destrukcję. Na przykład odpadające tynki ze ścian po wystrzeleniu w jej kierunku serii karabinku, rozpadające się pomniki po potraktowaniu ich z broni �pożyczonej� od Boomera... Tego niestety tutaj nie uświadczymy. Fakt, po serii z karabinu pozostaje ślad po kulach na ścianie, lecz po chwili szybko one znikają. Myślę jednak, że w drugiej części GoW (jeśli takowa się ukaże) zostanie ten aspekt być może zaimplementowany. No bo panowie z Epic musieli chyba sobie coś zostawić, by móc potem tym zaskoczyć w kolejnej odsłonie, nie?
Jeszcze tylko szybko o oprawie dźwiękowej, która niczym specjalnym się nie wyróżnia, lecz potrafi od czasu do czasu nabuzować trochę krwi w żyłach i przejdę do długo oczekiwanego podsumowania. Wszelkie wrogie odgłosy są idealnie wpasowane w klimat gry, tak samo jak świetnie stworzone odgłosy wystrzałów z poszczególnych broni, oraz przeraźliwe wrzaski �krzykaczy�. Aktorzy podkładający swoje głosy pod kwestie wypowiadane przez bohaterów Gears of War są świetnie dobrani, a ich kwestie w żaden sposób nie są sztuczne. Muzyka natomiast, jak już wcześniej wspomniałem, potrafi swoimi motywami zagotować w żyłach Gracza krew i dowalić do mózgu dodatkowe porcje adrenaliny.
Wszystkie te aspekty przekładają się na wyśmienity klimat. Tutaj wojna to naprawdę wojna. Nie jakieś podwórkowe pif-paf, lecz ostra strzelanina, z krwią, potem, rannymi towarzyszami broni, mnóstwem poległych wojowników, którzy ostre bitwy mają we krwi i nie straszne są im żadne rzeczy. W Gears of War nie ma czasu na nudę, chwila nieuwagi może kosztować Cię utratę życia i rozpoczęcie zmagań od ostatniego checkpointu. Na poziomie Insane każdy błąd to Twoja śmierć, a większość poziomów to frustracja - tak, to właśnie lubię.
No dobra, a co powiecie na to, że w Twojego elektronicznego towarzysza broni może się wcielić Twój kumpel z podwórka, lub znajomy siedzący przed konsolą na drugim krańcu globu? Nudzi Cię przechodzenie gry samemu? Nie ma sprawy, wbijasz w tryb Co-op i możesz przechodzić wszystkie poziomie, na ustalonym przez Ciebie poziomie trudności z kolegą, na podzielonym ekranie, lub przez sieć. Wyobrażasz sobie te pokłady miodności, kiedy mając headset na głowie przemierzasz kolejne poziomy gry i instrujecie się wraz z kolegą, który z Was obiega prawą flanką przeciwnika, a który go w tym czasie osłania zza terenowej przeszkody? Miód ludzie! Po prostu miód! Klimat jak się patrzy!
Nie można też zapomnieć o trybach deathmatchowych, dobrze opisanych w polskiej instrukcji dodanej do pudełka z grą. Tutaj czekają Cię rozgrywki rankingowe jak i towarzystkie. Szkoda tylko, że na dobrym łączu czasami trudno się połączyć z jakimś serwerem - zanim dojdzie do pojedynku, wyświetla Ci komunikat o nieoczekiwanej utracie połączenia. Ale jak już uda się wbić na któryś z deathmatchy, wtedy wsiąkasz na conajmniej kilka godzin...
No dobra. Gears of War to gra na dziesiątkę, czy coś trochę poniżej tej strategicznej noty? Hmmm... Szczerze mówiąc zastanawiam się nad tym od kilku dobrych dni. To, że ta recenzja pojawia się w serwisie exGames.pl troszkę później niż na innych poświęconych grom nie wynika z mojego lenistwa, lecz z chęci dogłębnego przeanalizowania wszystkich za i przeciw, które pozwoliłyby mi określić tą grę jako rewelacyjną. Pokażcie mi inną reckę pisaną po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z GoW, po przejściu gry na najwyższym poziomie trudności. Dlatego też to co czytacie jest takie wyjątkowe, a ocena wystawiona nie pod wpływem nagłych emocji, lecz po głębokich przemyśleniach.
Klimat wojny + nieustanna akcja + rewelacyjna grafia + status system sellera = 10.
Nasza ocena
- 9.9
- 9.3
- 9.9
- 9.9
- 9.9
Ocena ogólna
Grafika
Dźwięk
Grywalność
Żywotność
Ocena ogólna
- Reguły
- Zakaz używania słów powszechnie uznawanych jako wulgarne i obrażające innych.
- Redakcja serwisu nie bierze odpowiedzialności za treści pisane przez użytkowników.
- Nie możesz pisac komentarzy jako gość. Zaloguj się albo Załóż nowe konto
#1 2008-11-19 13:32
Twoje konto
Gears of War
- Wydawca:
- Microsoft Entertainment
- Producent:
- Epic Games
- Gatunek:
- Akcja
- Premiera:
- nieznana
- Platforma:

- Odsłon:
- 1,078
W kolekcji: 0
Na liście życzeń: 0


