Dodano:Dodał: SETH
Fahrenheit dał mi nadzieję. Nadzieję na to, że nie każda gra w dzisiejszych czasach musi być kopią kasowego hitu. Nadzieję na to, że ktoś jeszcze potrafi podjąć ryzyko i stworzyć coś innowacyjnego, grę która sprawi, że w żyłach Gracza z kilkunastoletnim stażem znowu szybciej zacznie płynąć gorąca krew. Tak. Fahrenheit to tytuł, który daje iskierkę nadziei, że nieważne jak już wyeksploatowany z pomysłów jest przemysł gier wideo, to jednak zawsze będziemy mogli spodziewać się co jakiś czas nowych pomysłów w branży.
Na wstępie wyjaśnię, że nie dane mi było jeszcze przeczytać recenzji tej samej gry, lecz w wersji na konsole, mojego redakcyjnego kolegi Segiego. Nadmienię, iż zrobiłem to z premedytacją. bowiem nie chciałem sugerować się w mojej ocenie czymkolwiek, co przedstawił w swoim tekście Segi. Tak więc jeśli jakieś przemyślenia będą podobne, w tych naszych dwóch tekstach, to będzie to spowodowane jedynie tym, że mamy podobny tok myślenia. Oczywiście dyskusji nie podlega to, że to ja zawsze mam rację, ale to jest chyba wiadome wszem i wobec. Zapraszam więc do lektury mojego tekstu.
Akcja Fahrenheit rozgrywa się w styczniu 2009 roku, w mieście Nowy Jork. Nagłówki gazet wypełniają kolejne doniesienia o morderstwach popełnianych przez normalnych dotąd ludzi, którzy nie pamiętają nic ze swojej zbrodni. Jedną z takich osób jest Lucas Kane - główny bohater gry wyprodukowanej przez Quantic Dream, która wcześniej stworzyła Omikron - The Nomad Soul.
Lucasa poznajemy w momencie, kiedy będąc w jakimś niewytłumaczalnym transie, zabija z premedytacją niczego nie spodziewającego się faceta w męskiej toalecie, w jednym z nowojorskich barów. Chwilę potem powraca do stanu świadomości i z przerażeniem odkrywa, że w rękach trzyma nóż, który chwilę wcześniej, z precyzją godną chirurga, przeciął wszystkie trzy główne aorty odprowadzające krew z serca.
I teraz do akcji wkraczamy my. I to od nas zależy jakie będą nasze dalsze kroki. Możemy albo szybko powstać, rozejrzeć się wokół i zauważyć, że można wydostać się przez niezamknięte okno. Albo próbować ukryć zwłoki w jednej z kabin, a następnie próbować zmyć mopem ślady krwi pozostawione na ziemi. Można też umyć ręcę w umywalce, wysuszyć je w suszarce na dłonie, wyjść spokojnie z ubikacji, skierować się do swojego stolika i dokończyć jak gdyby nigdy nic zaczęty wcześniej obiad. O tym kiedy zechcemy wyjść z baru decydujemy sami. Na uwadze musimy mieć tylko fakt, że w tym samym budynku co my posila się też pewien policjant, który prędzej czy później będzie chciał skorzystać z kibelka. A wtedy możemy być pewni, że posterunkowy wzniesie szybko alarm i przywoła dodatkowe jednostki na miejsce zbrodni.
Wolność wyboru. To jedna z podstawowych zalet w grze Fahrenheit. Jednak nie sama nieliniowość jest aż taka super, ale fakt, że to co zrobimy będzie miało potem wpływ na to, co się wydarzy w przyszłości. Jeśli bowiem nie ukryjemy noża, którym wcześniej zadźgaliśmy niewinnego człowieka, policja będzie miała ułatwione zadanie w późniejszym nas wytropieniu. Przez naszą nieuwagę dostaną bowiem od nas w prezencie, dokładne odciski naszych palców. Takich smaczków jest o wiele więcej, ale nie chcę w żaden sposób zdradzać fabuły, bowiem jak to w grach przygodowych bywa, to ona jest najważniejsza i odkrywanie jej samemu jest właśnie celem całej rozgrywki.
Pomówmy sobie teraz do jakiego gatunku zalicza się Fahrenheit. Jak już wspomniałem jest to gra przygodowa, z widokiem z trzeciej osoby. Nie jest to jednak klasyczmy przykład tego gatunku, lecz wariacja przygodówki, zręcznościówki rodem z Parappa The Rapper oraz interaktywnego filmu. Z kwestii `adventure game` mamy aspekt poruszania się po świecie gry w charakterystyczny dlań sposób, rozmawianie z postaciami i zbieranie poszlak pomocnych w pchnięciu fabuły dalej. Zapomnijcie jednak o chodzeniu z kąta w kąt i zbieraniu jakichkolwiek przedmiotów w celu wykorzystania ich potem w zupełnie innym miejscu. Tutaj zostało to zupełnie pominięte. Możemy za to korzystać z życia, czyli włączyć sobie w swoim pokoju telewizję, wysiusiać się w kibelku, pograć na gitarze, podjeść co nieco w kuchni lub też sprawdzić nowe maile w swoim komputerze. Swoboda jak się patrzy. Z Parappa The Rapper mamy interfejs, który wykorzystywany jest w licznych trybach zręcznościowych zawartych w tej grze, a polegających na rytmicznym wciskaniu klawiszy kierunkowych, lub też na bardzo szybkim wklepywaniu przycisków odpowiedzialnych za triggery. Nie myślcie jednak, że to takie proste jak się z początku wydaje. Na najwyższym stopniu trudności, każda pomyłka kwitowana jest stratą życia, a należy pamiętać, że niektóre sekwencje zręcznościowe są naprawdę długie i obfitujące w dziesiątki kombinacji, które należy dokładnie powtórzyć. Dlatego też mniej cierpliwym osobom radzę ustawić poziom trudności na Normal, bowiem wtedy autorzy gry dają nam pewien zapas tolerancji na naszą pomyłkę. Wszyscy hardkorowcy niech jednak od razu ustawią sobie poziom na Hard. Wtedy to przechodzenie jednej sekwencji liczone jest w godzinach, a nie minutach (szczególnie jak ma się jedno życie i nie możemy popełnić jakiegokolwiek błędu). A o co chodzi z tym interaktywnym filmem? Całą rozgrywkę Fahrenheit możemy zaliczyć do tej kategorii, bowiem obfituje ona w mnóstwo scen animacji real-time i rozmów pomiędzy bohaterami, na który mamy bardzo duży wpływ i to od podejmowanych przez nas decyzji zależy jak będą wyglądały późniejsze ich przygody.
Ich? Tak, ich. Bowiem nie tylko Lucasem przyjdzie nam sterować podczas całej przygody w Fahrenheit. Znajdziemy też się po drugiej stronie barykady, czyli wcielimy się w postacie pary detektywów, którzy zrobią wszystko, żeby nas złapać. Czujecie klimat? To od nas będzie zależeć w jakim tempie będzie posuwać się śledztwo w sprawie popełnionego przez Lucasa morderstwa. O tym czy pani detektyw Carla Valenti znajdzie na samym początku książkę z odciskami naszych palców, czy też pan detektyw Tyler Miles odkryje inne poszlaki na miejscu zbrodni decydujemy my, a nie autorzy gry. Jak dla mnie zaczepista sprawa.
Oprócz zdołowanego Lucasa, pięknej Carli, luzackiego Tylera, w trakcie gry napotkamy kilku innych charakterystycznych postaci, które sprawiają, że fabuła Fahrenheit jest arcyciekawa i obfitująca w niespodzianki. Korci mnie, żeby kilka smaczków opowiedzieć Wam w tej recenzji, ale naprawdę szkoda psuć niespodzianek, które będą czekać na Was już podczas samej rozgrywki. Możecie mi jednak uwierzyć na słowo, że naprawdę warto zagłębić się w ten zimny świat Nowojorskich przedmieść.
Teraz coś o grafice, która zrobiła na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Uwagę przede wszystkim zwracają postacie bohaterów, które są zrobione naprawdę bardzo dobrze. Mimika twarzy wyrażająca przeżywane przez nich emocje, zróżnicowane stroje w których pojawiają się główne postacie w kolejnych etapach gry, oraz przewspaniały motion capture każdego z bohaterów Fahrenheit ujawniający się nawet podczas oddawania moczu przez zadźganego na początku bohatera. Spotkaliście się z czymś takim wcześniej? Bo ja nie. Zaprawdę powiadam Wam, naturalność ruchów każdej z postaci jest po prostu porażająca. Każda z czynności wykonana w czasie rozgrywki jest prawie idealnym odzworowanie tego, co dane nam jest widzieć podczas codziennej egzystencji w prawdziwym świecie. Za ten aspekt należą się naprawdę gorące brawa dla autorów sesji i programistów z Quantic Dream. Oprócz tego lokacje występujące w grze są bardzo ładnie wykonane, każda z nich ma swój klimat. Bar, mieszkania naszych bohaterów, baza wojskowa pojawiająca się w retrospekcjach Lucasa z dzieciństwa. Najs. Pomimo całej tej wspaniałości grafiki, nie spodziewajcie się jednak oszałamiających efektów w stylu wykorzystania najnowszych Pixel Shaderów. Jeśli wiecie jak wyglądają dzisiaj gry na PlayStation 2, to możecie sobie wyobrazić też to, jak wygląda wszystko na ekranach naszych monitorów, tylko w dużo lepszej rozdzielczości, z dodatkami w stylu antialiasingu. Przy tym gra działa naprawdę przyzwocie nawet na nienajlepszym dzisiaj sprzęcie. Ja osobiście na moim Radeonie 9550, Duronie 1800 i 512 DDR Ramu, nie spotkałem się z żadnymi przycinkami przy rozdzielczości 1280x1024 i wszystkich ustawieniach na maks. Przy tym na moim 19` LCD obraz wyglądał znakomicie.
Muzyka w grze jest klimatyczna, oddająca charakter zaszczucia, niepewności i intrygi. Jednym może się bardzo spodobać, innym tylko przypaść do gustu i oddać cały ten wspaniały klimat jaki reprezentuje Fahrenheit. Głosy aktorów wcielających się w postaci są dobrane bardzo dobrze i widać, że osoby użyczające swoje struny głosowe, w pełni oddali się klimatem w reprezentowaną postać. Wszystkie inne odgłosy i dźwięki występujące w grze nie budzą żadnych zastrzeżeń i bez problemu komponują się ze światem stworzonym przez Quantic Dream.
Czy Fahrenheit ma jakieś wady? Oczywiście. Po pierwsze niezbyt do gustu przypadła mi końcówka gry, chodzi mi o warstwę fabularną. Z tego co wiem, to nie tylko ja uważam, iż ostatnie kilka rozdziałów zostało zrobione nazbyt pośpiesznie, a co za tym idzie kilka kwestii zostało jakby doczepionych na siłę. Wygląda to tak, jakby nagle wydawca kazał zakończyć pracę nad grą, a Twórcy musieli na siłę stworzyć w miarę logiczne wyjaśnienie tego wszystkiego, co do tej pory się działo, uważając jednocześnie, by zbytnio się nie wdawać w szczegóły. Oczywiście porzucając wcześniej utworzony scenariusz.
Drugą kwestią do której można się przyczepić jest sterowanie, które momentami wprowadza gracza w błąd. Fakt, że kamerę obracać dowolnie wokół bohatera, którym akurat sterujemy, ale niekiedy porusza się on w zupełnie innym kierunku niż byśmy chcieli. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że do grania używałem pecetowego Dual Shocka, ale fakt faktem, że taki problem wystąpił.
Dla innych wadą Fahrenheit może też być to, że gra pewnie na najłatwieszym poziomie nie jest zbyt długa. Na pewno rozgrywka nie przekracza wtedy pięciu godzin. Mnie rozgrywka na poziomie Hard zajęła niecałe dziesięć. Oczywiście zawsze można i nawet wskazane by było przejść grę jeszcze raz (bowiem rozgrywka w wielu momentach się rozwidla) i potem jeszcze raz, ale nie każdy będzie miał do tego cierpliwość. Na szczęście istnieją też bonusy, które możemy odblokować, wykupując je za odpowiednią sumę punktów, ale już jedno ukończenie rozgrywki zapewnia nam odblokowanie ich wszystkich. A na bonusowych materiałach mamy między innymi erotyczny taniec narzeczonej Tylera, filmy "Making of Fahrenheit", kilka mini-gierek, galerię z concept-artami oraz jukebox, w którym możemy przesłuchać piosenki zawarte w Fahrenheit.
Podsumowując. Dziecko Quantic Dream jest świetną grą. Bardzo dobra fabuła, świetni bohaterowie, intryga i napięcie sprawiają, że nie możemy oderwać się od monitora komputera. Do tego dochodzi innowacyjna rozgrywka, możliwość kreowania części fabuły i trzy różne zakończenia w zależności od naszych postępków w czasie gry. Szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać kolejnych sesji przed swoim komputerem, by tylko móc zagłębić się w zimnym świecie przedstawionym w Fahrenheit. I pomimo tego, że od ukończenia gry minęła kilka dni, nadal żyję przygodami Lucasa, Carli i Tylera. No i nie zamierzam poprzestać na jednym ukończeniu rozgrywki, lecz wałkować Fahrenheit tak długo, aż nie wycisnę z niej wszystkie soki.
Polecam!
SETH
Nasza ocena
- 9.0
- 9.0
- 9.6
- 8.0
- 9.1
Ocena ogólna
Grafika
Dźwięk
Grywalność
Żywotność
Ocena ogólna
- Reguły
- Zakaz używania słów powszechnie uznawanych jako wulgarne i obrażające innych.
- Redakcja serwisu nie bierze odpowiedzialności za treści pisane przez użytkowników.
- Nie możesz pisac komentarzy jako gość. Zaloguj się albo Załóż nowe konto
Twoje konto
Fahrenheit
- Wydawca:
- LEM
- Producent:
- Quantic Dream
- Gatunek:
- Przygodowa
- Premiera:
- nieznana
- Platforma:

- Odsłon:
- 414
W kolekcji: 0
Na liście życzeń: 0


