Dodano:Dodał: SETH
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak takiemu przeciętnemu zombiakowi może być smutno? Pomijając dyskusję na temat logicznego funkcjonowania mózgu takiego umarlaka i przyjmując, że jednak coś on czuje, to czy będzie to coś innego niż smutek? Pomyślmy. Nie dość, że poprzedni właściciel jego ciała został zapewne w dość nieprzyjemny sposób pozbawiony życia, to teraz taki Bogu winny zombie musi pokazywać się na ulicy z na przykład nadgryzioną ręką, odpadniętą dolną szczęką, czy też z dziurą w brzuchu. W dodatku cały umazany krwią i zimny jak trup.
Czy taka postać może budzić jakiekolwiek inne odczucia niż strach, obrzydzenie i wrogość? Większość ludzi pewnie się nad tym nie zastanawia, podejmując od razu na widok zombiaczka tak drastyczne kroki jak nagła ucieczka, panika, czy atak czymkolwiek popadnie na chodzącego trupa. W ogóle nie myśląc, że ów ohydny na zewnątrz zombie w głębi �duszy� jest tak naprawdę stworzeniem potrzebującym czułości, słów wsparcia i odrobiny świeżego mięska.
Lecz nie, my musimy krzyczeć, wzbudzać panikę, czynić mu krzywdę zarówno fizyczną jak i p.sychiczną. A ten biedny zombie, już i tak dość mocno zestresowany, denerwuje się jeszcze bardziej i nie widząc żadnego wsparcia wśród normalnych ludzi po prostu ich atakuje. Z zemsty, z bezsilności, z odczucia odrzucenia i pogardzania... Zaprawdę smutny jest los zombiaka...
Nie mniej tragiczne losy spotkają człapiących umarlaków w grze Dead Rising, przeznaczonej wyłącznie na konsolę Xbox 360. Potraficie sobie wyobrazić dziesiątki, setki, a nawet tysiące zombich, które są krzywdzone na niewyobrażalnie wiele sposobów? Przemielone przez kosiarkę do trawy, przepołowione nożycami ogrodniczymi, poszlachtowane mieczem samurajskim, przepiłowane piłą mechaniczną, rozjechane przez samochód, ostrzelane przez karabin maszynowy, zmaltretowane szarlotką, czy upiększone wylanym na twarz sosem pomidorowym. A to tylko malutki przykład tego, co je może spotkać w pechowym dla nich centrum handlowym znajdującym się w zapyziałym miasteczku Willamette.
Większość tych okropieństw dokona Frank West, niezależny dziennikarz i fotograf, który ze swoich źródeł otrzymuje informacje o dziwnych zamieszkach w nieznanym nikomu miasteczku, które opisane w jego przyszłym reportażu mogą mu przynieść nawet nagrodę Pulitzera. Szybko jednak okazuje się, że otoczone przez armię miasto Willamette kryje w sobie pewne tajemnice i to dośc krwawe. Następnie, przez zbieg pewnych okoliczności, ląduje on w końcu na dachu największego centrum handlowego w całej okolicy i ma 72h na zebranie wystarczającego materiału, by po powrocie do domu ze spokojem odbierać telefony z gratulacjami od grubych ryb z dziennikarskiej branży.
I tu do akcji wkraczamy my. Przejmujemy kontrolę nad Frankiem, by w ciągu trzech dni dowiedzieć się co tu jest grane. Skąd się wzięły te wszystkie zombiaki, dlaczego nikt z rządu nie interweniuje i co kryją kolejne zakamarki sklepów tego centrum handlowego. Czas w grze nie upływa w takim samym tempie co w rzeczywistości, zatem czeka nas kilkanaście godzin zabawy widzianej zza pleców Franka.
Większość czasu spędzimy na unicestwianiu mocno już zmaltretowanych przez los zombiaków, wykorzystując w tym celu wszelakie przedmioty, które napotkamy na swej drodze w kolejnych sklepach rozmieszczonych w galerii handlowej. Jest ich masakrycznie dużo, poczynając od księgarń i restauracji, kontynuując na sklepach obuwniczych, sklepach z ubraniami, ze sprzętem elektronicznym a kończąc na salach kinowych, placach zabaw, czy ogromnym markecie z żywnością, a także sprzętem dla budowniczych a�la Castorama.
Uwierzcie mi, takich sklepów, butików, restauracji jest całe zatrzęsienie. I w każdym z nich możemy znaleźć przedmioty mogące przydać do obrony przed żywymi trupami, lub też uzupełnienia energii życiowej. Przykładowo, sklep z garniturami będzie idealnym miejscem, by przebrać naszego bohatera w coś szykownego, lub skorzystać ze sklepowej kasy i wyrżnąć nią w głowę przechodzącego obok zombiaka. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by pożyczyć kilka wieszaków i wykorzystać je do walki z umarlakami. Inny przykład - sklep sportowy. Chcemy przebrać się w kuse spodenki? Nie ma sprawy. Przy okazji wykorzystamy do walki deskorolkę czy kij bejsbolowy. A kiedy stwierdzimy, że nasze zdrowie zostało wyraźnie nadszarpnięte przez zdesperowane zombiaki, to odszukujemy na mapie sklep z jedzeniem, następnie jak najszybciej się tam udajemy i posilamy placuszkami, sokiem, mlekiem, czy bagietką.
Zresztą prawie każdy przedmiot znajdujący się w centrum handlowym możemy do czegoś wykorzystać. Szafy, regały, krzesła, stoliki, kamienie, ławki, parasolki, deski, patelnie, wózki do zakupów... Można by tak wymieniać i wymieniać. Na szczęście nie jest tak, że znajdziemy np. miecz i będziemy tym jednym egzemplarzem walić kogo popadnie przez całą grę. Nie ma tak. Każdy przedmiot posiada swoją trwałość i po pewnym czasie się po prostu się zużywa. Wtedy zmuszeni jesteśmy posłużyć się innym ciekawym wynalazkiem znalezionym w jakimkolwiek zakątku zakupowego świata, by rozprawić się ze śmierdziuchami.
No i nie tylko z brzydko pachnącymi zombiakami, lecz także z całkowicie odjechanymi p.sychopatami, którym od stresowych sytuacji nieźle poprzestawiało się w ich malutkich główkach. Klan filmowych zabójców, trójka więźniów urządzająca sobie polowanie na wszystko co się rusza, p.sychopatyczna pani policjant, oszalały pan złota rączka, czy lubiący świeże mięcho rzeźnik. Tak naprawdę jest ich o wiele więcej, porozrzucanych po całym centrum i tylko od nas zależy, czy w czasie naszej gry przystąpimy z nimi do walki, czy po prostu olejemy, skupiając się na innych rzeczach.
Tak, wolność wyboru to główny atut w Dead Rising. Już od samego początku możemy podjąć decyzję, czy biegamy po całym centrum bez żadnego celu, czy staramy się wykonać wszystkie misje mające związek z fabułą. Możemy też za cel obrać czynność uratowania wszystkich klientów, którzy poukrywali się w różnych częściach tego ogromnego handlowego świata. Za doprowadzenie każdego z nich do Security Room dostajemy określoną liczbę punktów, które potrzebne są do zwiększenia poziomiu rozwoju naszej postaci - im wyższy, tym więcej umiejętności posiadamy i trudniej nas pokonać.
Wspomniałem już o wolności danej nam przez twórców gry, teraz wspomnę o oprawie graficznej. Jako, że Dead Rising ukazał się jako exclusive na najnowszą konsolę Microsoftu, to i nie powinno zabraknąć w niej scen i efektów, które jednoznacznie utwierdzą Gracza w przekonaniu, że wydając ogromne pieniądze na zakup X360 i gier na niego, nie popełnił największej gafy w swoim życiu. No i nie brakuje. Wystarczy popatrzeć ilu zombiaków znajduje się naraz na ekranie. Nie pojedyncze sztuki, lecz dziesiątki, a niekiedy nawet i setki umarlaków przechadzających się swoim charakterystycznym, wolnym tempem po całym centrum handlowym. I nie myślcie, że modele żywych trupów w jakikolwiek sposób zostały przez twórców gry uproszczone. Co to, to nie. Każdy z nich rusza się niczym z gracją zombiakowej baletnicy. Są świetniei animowani, posiadają zróżnicowane charaktery (jedni się po prostu przechadzają, inni atakują jak je zaczepiny, a te najbardziej natrętne biegną do nas z kurwikami w oczach, jak tylko pojawimy się w ich polu widzenia) i szczegółowo wymodelowani. Nie zdarzają się sytuacje, że na ekranie mamy atak klonów. Policjancji, grube dzieciaki, laseczki, mamusie, sprzedawcy... modeli jest naprawdę sporo. W dodatku każdego zombiaka możemy pozbawić jakiejś części ciała, np. głowy, ręki, wyrwać kręgosłup... Nie muszę chyba dodawać o tryskającej w tym momencie na wszystkie strony fontanny krwi.
Wszystkie inne postacie, które pojawiają się w cut-scenkach (liczonych w czasie rzeczywistym), lub też widziane podczas samej rozgrywki mają rewelacyjne tekstury twarzy, tułowia i wszystkiego co się ich tyczy. Wystarczy, że wspomnę o tym, że szczegółowość ich facjat jest przykładowo porównywalna do kinowego i renderowanego filmu Final Fantasy The Spirit Within. Czyli ogólnie rewelacja.
Moc Xboxa 360 widać również w trakcie przechadzania się po kuluarach centrum handlowego. Tu płynie sobie sztuczna rzeczka, tam rosną ładnie posadzone drzewka, a jak nam się nie spodoba witryna sklepu, to możemy ją wybić. Grafa pierwsza klasa. Każdy sklep wygląda inaczej, wyposażony jest w najdrobniejsze szczegóły. Naprawdę trudno mi to wszystko tu opisać, to trzeba zobaczyć na żywo i nie sugerujcie się nawet za bardzo screenshotami, bo w rzeczywistości to wszystko wygląda o wiele lepiej. Szczególnie jeśli człowiek przypomni sobie. że za fizykę gry odpowiada system Havok i prawie każdy przedmiot występujący w grze można wykorzystać do walki.
Niestety koderzy Dead Rising nie ustrzegli się kilku błędów. Czasami zdarza się, że grupki zombiaków pojawiają się na horyzoncie z nikąd. Idziemy sobie prosto, na horyzoncie pustki, aż tu nagle bum i na drugim planie pojawia się stado zombiaków, których wcześniej nie było widać. Taki swoisty pop-up, który często nie występuje, ale pozostawia malutki niesmak. Zdarzają się też w kilku momentach gry zwolnienia animacji, jednak większych chrupnięć przez 99% czasu gry nie uświadczymy.
Oprawie dźwiękowej nie ma czego zarzucić. Jęki i stęki opuszczonych przez los zombiaków, odgłosy ich człapania po podłodze, dźwięk zbijanych szyb. Wszytko w jak najlepszym porządku - w Dolby Surround. Muzyki za dużo nie usłyszymy, lecz motyw przewodni idealnie pasuje to charakteru gry. Fajnie też zostali dobrani aktorzy podkładający głosy, w sumie nie mam nikomu w tej materii nic do zarzucenia.
Pozwolę sobie jeszcze napisać, że teren eksploracji w tej grze jest naprawdę ogromny. Dziesiątki sklepów, różne kondygnacje, mnóstwo osób do uratowania lub zlikwidowania. Kolejne wątki fabularne pojawiające się w określonym czasie (jeśli nie zdążymy na czas np. na miejsce ważne dla rozwoju fabuły, to zazwyczaj stracimy możliwość doprowadzenia sprawy do końca, a co za tym idzie - spotkania ważnych dla rozgrywki postaci itp.) są interesujące, a pod koniec normalnego trybu okazuje się, że to jednak nie koniec i mamy jeszcze trochę do całkowitego przejścia Dead Rising.
Kusi mnie, żeby opisać tu wszystkie smaczki, które Dead Rising oferuje, ale wtedy stracilibyście możliwość ich osobistego odkrywania. Bo to, że dla każdego posiadacza X360 jest to zakup obowiązkowy, to nie ulega wątpliwości. Mnóstwo achievementów do odkrycia (w większości dość trudnych), nie za łatwy poziom trudności, ogrom wątków pobocznych i tysiące zombiaków do unicestwienia, stawiają tą grę na swoistej półce Must Have na X360. Szczerze polecam! Niech zombiaki będą z Wami!
SETH
Nasza ocena
- 8.3
- 8.1
- 8.9
- 9.6
- 8.2
Ocena ogólna
Grafika
Dźwięk
Grywalność
Żywotność
Ocena ogólna
- Reguły
- Zakaz używania słów powszechnie uznawanych jako wulgarne i obrażające innych.
- Redakcja serwisu nie bierze odpowiedzialności za treści pisane przez użytkowników.
- Nie możesz pisac komentarzy jako gość. Zaloguj się albo Załóż nowe konto


